Z czasem zauważam, jak bardzo lubię liczyć mijające godziny. To mnie trochę uspokaja.
Przeciągam się leniwie, patrzę na zegarek i zamieram.
Zaraz 12:30. Nie żeby coś, ale nigdy nie zdarza mi się spać tak długo. Człapię w stronę łazienki i biorę szybki prysznic. Myślę o słowach Isabelle 'A co jeśli Michael nagle umrze? Nie myślałaś wcześniej o tym?'
- Koniec z ponownym czytaniem 'Gwiazd Naszych Wina', Finch - karcę samą siebie w myślach i ubieram się w pierwszy lepszy zestaw.
Chwytam pomiętą kołdrę i układam ją starannie na łóżku, po czym siadam na nim.
Za dwie godziny obiad, więc nie ma potrzeby jedzenia śniadania.
Posiłki odbywają się w stołówce, więc kto ma możliwość i chęć, to na nie chodzi. Jednakże pani J. chyba mnie lubi i czasem przynosi mi je prosto do łóżka, co uważam za alternatywę wygodniejszą.
Kiedy dochodzi 14:00 moje drzwi się otwierają. Oczywiście spodziewam się Michael'a, lecz kiedy próg przekracza Calum mój uśmiech znika, a brew dziwnie wygina.
- Hej... - mówię lekko zmieszana, a Cal tylko macha przyjacielsko.
Nic, tylko stoi. Stoi z tym swoim uśmieszkiem i ani drgnie.
- Usiądziesz? - pytam - Czy coś?
Wtem do pokoju wkracza Ashton, czego nie rozumiem jeszcze bardziej.
Stawia się obok Caluma i przybiera tą samą, denerwującą pozę.
- Czy to jest jakiś całkiem nieśmieszny żart? - wstaję i biorę się pod boki, by wyglądać groźniej, co jest niemożliwe przez wzrost chłopaków - byli co najmniej o głowę wyżsi ode mnie.Nawet nie obchodzi mnie, kiedy wchodzi Luke.
Mam ochotę się rozpłakać. Co im przyszło do głowy, gdy ja chciałam tylko porozmawiać?
- Gdzie jest Mike, moi drodzy idioci?
Oczywiście cała trójka mnie ignoruje. Postanawiam nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi rzeczami i po prostu podchodzę do mojej małej biblioteczki i wyciągam pierwszą lepszą książkę, pada na '19 Razy Katherine'. Naprawdę nie jej nie lubię, ale za to ubóstwiam Johna Greena, co uważam za niewielki paradoks.
Siadam i udaję, że wyszukuję odpowiednią stronę, a potem czytam przypadkowe wyrazy. Zdawkowo przewracam kartki, żeby cała ta scenka wyglądała bardziej realistycznie.
Wtem do pokoju wpada Michael.
- Cześć, Finch - uśmiecha się niewinnie, a potem odwraca głowę w stronę Caluma, Ashtona i Luke'a - Chłopaki! Szukałem was po całym szpitalu! Nawet w części psychiatrycznej... - ostatnie zdanie wypowiada półgłosem.
- Spodziewałabym się ich tam... - odchrząkuję znacząco i odkładam książkę na półkę.
- Finch... Co oni właściwie robią? - pyta Mike siadając na łóżku.
'Myślałam, że to ty wiesz, idioto' - mówię w myślach, ale powstrzymuję się i odpowiadam tylko cichym 'Sama nie wiem'.
- No chłopaki, ruszyć się, za chwilę obiad! - krzyczy Michael.
Jednak oni nie pisną słowem.
- To oni mogą jeść z nami? - pytam dotykając ramienia fioletowo-włosego.
- Tego nie powiedziałem - uśmiecha się z wyższością. - Ale zapytam pielęgniarki, nie wiem, może pozwolą - dodaje.
•••
Mimo moich przekonań, przyjaciele Mike'a mogą iść z nami na stołówkę.
Na obiad dzisiaj jakieś zdechłe mięso, którego nie mam ochoty jeść plus pseudo-sałatka i zeschły ryż.
No cóż, dzień jak co dzień.
- No, to jak wam się układa? - pyta po dłuższej chwili ciszy Calum.
Wymieniam zmieszane spojrzenia z Michael'em, a następnie oboje wybuchamy śmiechem.
Calum zdezorientowany wlepia wzrok w Ashtona, ten zaś w Luke'a, a Hemmings patrzy w sufit niczym się przejmując.
- Ja i Mike? No chyba śmieszny jesteś - mówię w stronę mulata.
- Auć, poczułem się odrzucony - szepcze mi do ucha Clifford, a ja tylko uśmiecham się przepraszająco, ale dodaję:
- Muszę ci jednak powiedzieć, że niezła byłaby z nas parka.
Lucas, dotychczas niezainteresowany naszą konwersacją, rzuca porozumiewawcze spojrzenie Hood'owi i uśmiecha się tajemniczo, jednakże zignorować te dziwne zachowania chłopaków.
- Em... No, to jaką muzykę właściwie gracie? - zmieniam zręcznie temat, zespół to dla nich na pewno powód do dumy, więc powinni się pochwalić.
- Gramy coś w połączeniu popu z rockiem - słyszę od Ashtona - Zresztą sama się niedługo przekonasz - wzrusza ramionami.
- Irwin, miałeś nie gadać! - karci blondyna Mike - Finch, w niedzielę gramy w kawiarni niedaleko - wyjaśnia mi.
- Jak to? To za cztery dni, a ty...
- Nikt nam nie zabronił wychodzić ze szpitala raz na jakiś czas, prawda? - Michael obdarza mnie szarmanckim uśmiechem i puszcza mi oczko, co uznaję za dobry znak.
_____
Hej! A więc tu jest trójka. Nie wiem czemu, ale ten rozdział pisało mi się nieco szybciej niż poprzednie, ten jest też dłuższy :)
DAAJCIE MI TAKIEGO MIKE'A, PROOOSZĘ! ♥
x
niedziela, 24 sierpnia 2014
piątek, 22 sierpnia 2014
Ogłoszenia parafialne
Nie, to nie rozdział XD
Są dwie sprawy:
- Zapraszam Was serdecznie na bloga z opowiadaniem mojej dobrej koleżanki. Jest on o Niallu z 1D :D
http://belive-in-dreams-julia-and-niall.blogspot.com
- 8808 jest już na Wattpadzie!
http://www.wattpad.com/65702784-8808-m-c
Dziękuję Wam za te komentarze - jesteście wspaniali ♥
Są dwie sprawy:
- Zapraszam Was serdecznie na bloga z opowiadaniem mojej dobrej koleżanki. Jest on o Niallu z 1D :D
http://belive-in-dreams-julia-and-niall.blogspot.com
- 8808 jest już na Wattpadzie!
http://www.wattpad.com/65702784-8808-m-c
Dziękuję Wam za te komentarze - jesteście wspaniali ♥
Ach, i ten Bad Ashton ♥♥♥
x
piątek, 15 sierpnia 2014
2°
Kiedy Mike wychodzi za oknem jest już ciemno.
Ja, już senna, leżę w łóżku opatulona różowym materiałem z dzwoniącymi w uszach słowami 'Dobranoc, Finch'.
Ściskam w dłoni zawieszkę, rozważając, po co Clifford mi ją podarował?
Światła na korytarzu gasną, czyli na zegarze mamy 22:00.
W końcu, po kilkudziesięciu minutach zapadam w sen.
•••
- Panno Finch, śniadanie - budzi mnie głos starszej kobiety.
Niechętnie otwieram oczy i widzę panią Jersey, jedną z pielęgniarek, dzierżącą w dłoniach tacę z rzekomym śniadaniem.
Grzecznie dziękuję, pani J. wychodzi, a ja zabieram się za jedzenie.
Potem ubieram się w jeansy, t-shirt i bluzę oraz robię makijaż.
Zanim uprzątnąć ubrania, budzi się Isabelle - moja współlokatorka chora na CNS.
- Jak się spało? - pytam wesoło.
- Całkiem nieźle, a tobie? Jak tam ten twój kochaś Michael? - zagaduje lekko złośliwie, lekko żartobliwie. Dobrze wie o tym, że ja i Mike nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy parą, lecz lubi mnie wkurzać.
- Z Mike'iem wszystko w porządku, za kilka tygodni wychodzi ze szpitala - odpowiadam - Ale dalej będziemy utrzymywać kontakt. A tak mi się przynajmniej wydaje - uśmiecham się.
- A co jak nie? - Bella poważnieje.
- Co 'nie'? - dziwię się. Naprawdę często nie rozumiem tej dziewczyny.
- A co jeśli Michael nagle umrze? Nie myślałaś wcześniej o tym? - gestykuluje.
Przewracam oczami. Mike zdrowieje, nie ma możliwości, żeby umarł. To wręcz niemożliwe.
- Do zobaczenia potem - wymijam z uśmiechem ciemnowłosą i ruszam w stronę schodów, na dział, w którym mieszka Clifford. W progu jednak się zatrzymałam słysząc rozmowę.
- Przykro nam, stary.
- Chłopaki, przecież nic nie możecie zrobić. Taka jest decyzja moich rodziców. Zresztą Hurtsville nie jest daleko od Sydney!
- Taa...
- Zamknij się, Calum.
- Jestem tylko realistą!
- Będziemy pisać listy!
- Od tego jest facebook, Luke.
- A co z zespołem? Pół roku to trochę dużo przerwy, należałoby wrócić na rynek...
- O to już się nie martw. Wrócimy, obiecuję. Będę dojeżdżać busem, co? Albo jeszcze lepiej, mój ojciec ma pracę w Sydney, będzie mnie przywoził!
- Niezła idea, jak na ciebie.
- Potraktuję to jako komplement, albo mam lepszy pomysł: Udam, że tego nie słysza... Cześć Finch! - rozlega się dźwięczny głos Mike'a.
Czyli wychyliłam się za daleko. Wchodzę do pokoju. Widzę Clifford'a w otoczeniu trzech chłopaków: Pierwszy, ciemne włosy, brązowe oczy, opalenizna... Przeszukuję w myślach osoby o takich namiarach, jednak nikogo takiego nie kojarzę. Drugi, wysoki blondyn o niebieskich oczach, kolczyk w dolnej wardze, jego też najwyraźniej nie znam.
Oraz trzeci, włosy koloru jasnobrązowego, piwne oczy, bandana. Przy nim coś zaczyna mi świtać... Coś na 'A'.
- No więc, Finch, to Calum - wskazuje na ciemnowłosego, zaś ten uśmiecha się i salutuje na przywitanie - Podrywacz i flirciarz, nie daj się zwieść, i pamiętaj, jesteś tylko moja - kontynuuje rzucając wymowne spojrzenie na mulata.
Calum tylko wlepia swój wzrok w Mike'a, jakby chciał go nim zabić.
- Ok, to jest Luke - patrzy na blondyna - fajny gitarzysta i skater - mówi.
Niebieskooki podchodzi i przytula mnie przyjacielsko. Już go lubię.
- I... - przerywam Mike'owi i próbuję zebrać myśli - Andrew? - szepczę z nadzieją w głosie, że może mi się udało.
- Ashton - ucina krótko gość w bandanie, a następnie chichocze.
Cała trójka wydaje się być fajnymi ludźmi, to znaczy nie jestem przekonana co do Calum'a, ale jestem pewna, że znajdziemy wspólny język.
- Michael... - poważnieję.
- Miałem ci dzisiaj powiedzieć - wyprzedza moje pytanie - Przeprowadzam się do Hurtsville.
- To nie ty podejmowałeś tą decyzję, jak najbardziej cię rozumiem - mówię łagodnie.
- A ty niby skąd to wiesz? - wybucha śmiechem - Wszyscy wiemy, że się tam ukrywałaś.
Kilka sekund później cała czwórka, łącznie ze mną, śmieją się razem.
_____
a/n: Wolicie krótkie rozdziały dodawane częściej, czy dłuższe rzadziej? :)
x
Ja, już senna, leżę w łóżku opatulona różowym materiałem z dzwoniącymi w uszach słowami 'Dobranoc, Finch'.
Ściskam w dłoni zawieszkę, rozważając, po co Clifford mi ją podarował?
Światła na korytarzu gasną, czyli na zegarze mamy 22:00.
W końcu, po kilkudziesięciu minutach zapadam w sen.
•••
- Panno Finch, śniadanie - budzi mnie głos starszej kobiety.
Niechętnie otwieram oczy i widzę panią Jersey, jedną z pielęgniarek, dzierżącą w dłoniach tacę z rzekomym śniadaniem.
Grzecznie dziękuję, pani J. wychodzi, a ja zabieram się za jedzenie.
Potem ubieram się w jeansy, t-shirt i bluzę oraz robię makijaż.
Zanim uprzątnąć ubrania, budzi się Isabelle - moja współlokatorka chora na CNS.
- Jak się spało? - pytam wesoło.
- Całkiem nieźle, a tobie? Jak tam ten twój kochaś Michael? - zagaduje lekko złośliwie, lekko żartobliwie. Dobrze wie o tym, że ja i Mike nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy parą, lecz lubi mnie wkurzać.
- Z Mike'iem wszystko w porządku, za kilka tygodni wychodzi ze szpitala - odpowiadam - Ale dalej będziemy utrzymywać kontakt. A tak mi się przynajmniej wydaje - uśmiecham się.
- A co jak nie? - Bella poważnieje.
- Co 'nie'? - dziwię się. Naprawdę często nie rozumiem tej dziewczyny.
- A co jeśli Michael nagle umrze? Nie myślałaś wcześniej o tym? - gestykuluje.
Przewracam oczami. Mike zdrowieje, nie ma możliwości, żeby umarł. To wręcz niemożliwe.
- Do zobaczenia potem - wymijam z uśmiechem ciemnowłosą i ruszam w stronę schodów, na dział, w którym mieszka Clifford. W progu jednak się zatrzymałam słysząc rozmowę.
- Przykro nam, stary.
- Chłopaki, przecież nic nie możecie zrobić. Taka jest decyzja moich rodziców. Zresztą Hurtsville nie jest daleko od Sydney!
- Taa...
- Zamknij się, Calum.
- Jestem tylko realistą!
- Będziemy pisać listy!
- Od tego jest facebook, Luke.
- A co z zespołem? Pół roku to trochę dużo przerwy, należałoby wrócić na rynek...
- O to już się nie martw. Wrócimy, obiecuję. Będę dojeżdżać busem, co? Albo jeszcze lepiej, mój ojciec ma pracę w Sydney, będzie mnie przywoził!
- Niezła idea, jak na ciebie.
- Potraktuję to jako komplement, albo mam lepszy pomysł: Udam, że tego nie słysza... Cześć Finch! - rozlega się dźwięczny głos Mike'a.
Czyli wychyliłam się za daleko. Wchodzę do pokoju. Widzę Clifford'a w otoczeniu trzech chłopaków: Pierwszy, ciemne włosy, brązowe oczy, opalenizna... Przeszukuję w myślach osoby o takich namiarach, jednak nikogo takiego nie kojarzę. Drugi, wysoki blondyn o niebieskich oczach, kolczyk w dolnej wardze, jego też najwyraźniej nie znam.
Oraz trzeci, włosy koloru jasnobrązowego, piwne oczy, bandana. Przy nim coś zaczyna mi świtać... Coś na 'A'.
- No więc, Finch, to Calum - wskazuje na ciemnowłosego, zaś ten uśmiecha się i salutuje na przywitanie - Podrywacz i flirciarz, nie daj się zwieść, i pamiętaj, jesteś tylko moja - kontynuuje rzucając wymowne spojrzenie na mulata.
Calum tylko wlepia swój wzrok w Mike'a, jakby chciał go nim zabić.
- Ok, to jest Luke - patrzy na blondyna - fajny gitarzysta i skater - mówi.
Niebieskooki podchodzi i przytula mnie przyjacielsko. Już go lubię.
- I... - przerywam Mike'owi i próbuję zebrać myśli - Andrew? - szepczę z nadzieją w głosie, że może mi się udało.
- Ashton - ucina krótko gość w bandanie, a następnie chichocze.
Cała trójka wydaje się być fajnymi ludźmi, to znaczy nie jestem przekonana co do Calum'a, ale jestem pewna, że znajdziemy wspólny język.
- Michael... - poważnieję.
- Miałem ci dzisiaj powiedzieć - wyprzedza moje pytanie - Przeprowadzam się do Hurtsville.
- To nie ty podejmowałeś tą decyzję, jak najbardziej cię rozumiem - mówię łagodnie.
- A ty niby skąd to wiesz? - wybucha śmiechem - Wszyscy wiemy, że się tam ukrywałaś.
Kilka sekund później cała czwórka, łącznie ze mną, śmieją się razem.
_____
a/n: Wolicie krótkie rozdziały dodawane częściej, czy dłuższe rzadziej? :)
x
czwartek, 14 sierpnia 2014
Bohaterowie
Finch O'Neil
18-latka z Brisbane (Australia) chora na horneophylix. Ostatnio przebyła poważną operację.
Finch jest wrażliwą i spokojną dziewczyną, co udowadnia swoimi hobby - kocha pisać wiersze i komponować piosenki. Przyjaźni się z Michaelem, ale lubi także resztę 5SOS.
Michael Clifford
19-latek pochodzący z Sydney (Australia) chorujący na białaczkę.
Uwielbia śpiewać i bardzo mu to wychodzi - założył z przyjaciółmi zespół o nazwie 5 Seconds Of Summer.
Mike ma silną więź z Finch, traktuje ją jak młodszą siostrę, którą musi się zaopiekować.
Ashton Irwin
20-latek z Horsby (Australia). Jest jednym z najlepszych przyjaciół Mike'a, razem mają zespół.
Ash ma cechy władcze - lubi rządzić, jest liderem grupy.
Mimo postury twardziela, Ashton jest kochającym chłopakiem.
Z początku nie lubił zbytnio Finch, lecz po jednym wydarzeniu jest gotów walczyć w jej imię.
Calum Hood
18-latek z Sydney (Australia). Jest członkiem 5SOS i jednocześnie przyjacielem Michael'a.
Cal to podrywacz i flirciarz, jednak potrafi zachować powagę.
Od początku lubi O'Neil.
Luke Hemmings
18-latek z Sydney (Australia). On, jak i reszta chłopaków należy do 5 Seconds Of Summer.
Jest mądry i rezolutny, lecz traktuje życie na luzie. Jest wykwalifikowanym skaterem.
Od razu zdobywa sympatię Finch.
Isabelle Crossley
18-latka z Wellington (Nowa Zelandia) chorująca na CNNS. Współlokatorka Finch i jednocześnie jej przyjaciółka. Często miewa gorsze dni, przez co jest złośliwa i pyskata, lecz tak naprawdę Bella ukrywa smutek. Dziewczyna szuka miłości.
/W trakcie opowiadania będą dodawane nowe postaci/
__
Hej hej! Co do gifa z Ashtonem - najchętniej wrzuciłabym tu całe Google Grafika :*
#TeamAshxx
środa, 13 sierpnia 2014
1°
Uchylam drzwi słysząc pukanie i widzę Michaela.
- Cześć - standardowo mnie przytula i przekracza próg, lecz zaraz się cofa i znów stoi na korytarzu - Mogę wejść?
- Jasne - mówię i otwieram szerzej pomieszczenie.
Clifford uśmiecha się promieniście i siada na jednym z pustych łóżek znajdujących się wokół mnie.
Ja zaś klapię na moje, z jasnoróżową pościelą przywiezioną z domu.
Och, dom... Już od 3 lat go nie widziałam, lecz późnymi wieczorami, kiedy wychodzę na balkon wręcz czuję dym z papierosów, które pali moja mama. Moje życie jest dość typowe, mam oboje rodziców i siostrę, lecz jednym szczegółem różni się od normalnego - mieszkam w szpitalu. Jednak wbrew pozorom, decyzja o 'zamieszkaniu' w tym miejscu, całkowicie zależała ode mnie, nikt mnie do niej nie zmuszał.
- No to jak się czujesz? - wyrywa mnie z zamyśleń Mike - Już dobrze po operacji? - dopytuje.
Wzdycham głęboko i odpowiadam:
- Całkiem OK.
- Tylko to? - unosi brwi chłopak.
- Chyba tak - mówię obojętnie.
- Boli cię coś? Może powinienem wyjść? - interesuje się z troską w oczach. - Wezwać pielęgniarkę?
- Nie, jest dobrze - odzywam się, kiedy widzę Michael'a wstającego z łóżka naprzeciwko mnie.
Mimo moich słów Clifford wcale nie zatrzymuje się, tylko idzie w stronę mojego materacu, siada tuż obok i obejmuje mnie ramieniem.
Następnie sięga do kieszeni czarnych spodni i wyjmuje małe pudełeczko. Bez słowa podaje je mi i patrzy na mnie wyczekująco. Otwieram je i powoli przerzucam wzrok na Mike'a. Uśmiecha się. Odwracam się od niego plecami i odgarniam włosy na bok, a Michael zapina mi na szyi prezent.
Naszyjnik jest ze srebra, a przynajmniej tak wnioskuję.
Powracam do poprzedniej pozycji i chwytam w palce zawieszkę przedstawiającą malutką czaszkę.
- Dziękuję - szepczę.
- Dla ciebie wszystko.
***
Rozdział, który zaliczyłabym bardziej do prologu, krótki i nie na temat :)
Do następnego!
x
- Cześć - standardowo mnie przytula i przekracza próg, lecz zaraz się cofa i znów stoi na korytarzu - Mogę wejść?
- Jasne - mówię i otwieram szerzej pomieszczenie.
Clifford uśmiecha się promieniście i siada na jednym z pustych łóżek znajdujących się wokół mnie.
Ja zaś klapię na moje, z jasnoróżową pościelą przywiezioną z domu.
Och, dom... Już od 3 lat go nie widziałam, lecz późnymi wieczorami, kiedy wychodzę na balkon wręcz czuję dym z papierosów, które pali moja mama. Moje życie jest dość typowe, mam oboje rodziców i siostrę, lecz jednym szczegółem różni się od normalnego - mieszkam w szpitalu. Jednak wbrew pozorom, decyzja o 'zamieszkaniu' w tym miejscu, całkowicie zależała ode mnie, nikt mnie do niej nie zmuszał.
- No to jak się czujesz? - wyrywa mnie z zamyśleń Mike - Już dobrze po operacji? - dopytuje.
Wzdycham głęboko i odpowiadam:
- Całkiem OK.
- Tylko to? - unosi brwi chłopak.
- Chyba tak - mówię obojętnie.
- Boli cię coś? Może powinienem wyjść? - interesuje się z troską w oczach. - Wezwać pielęgniarkę?
- Nie, jest dobrze - odzywam się, kiedy widzę Michael'a wstającego z łóżka naprzeciwko mnie.
Mimo moich słów Clifford wcale nie zatrzymuje się, tylko idzie w stronę mojego materacu, siada tuż obok i obejmuje mnie ramieniem.
Następnie sięga do kieszeni czarnych spodni i wyjmuje małe pudełeczko. Bez słowa podaje je mi i patrzy na mnie wyczekująco. Otwieram je i powoli przerzucam wzrok na Mike'a. Uśmiecha się. Odwracam się od niego plecami i odgarniam włosy na bok, a Michael zapina mi na szyi prezent.
Naszyjnik jest ze srebra, a przynajmniej tak wnioskuję.
Powracam do poprzedniej pozycji i chwytam w palce zawieszkę przedstawiającą malutką czaszkę.
- Dziękuję - szepczę.
- Dla ciebie wszystko.
***
Rozdział, który zaliczyłabym bardziej do prologu, krótki i nie na temat :)
Do następnego!
x
Subskrybuj:
Posty (Atom)






